Analizując najogólniej system wychowania w rodzinie po drugiej wojnie światowej można powiedzieć, że charakteryzowała go zmienność koncepcji. Przez pewien okres był modny tak zwany kumplowski układ stosunków między rodzicami i dziećmi. Dość szybko sprzykrzyło się to zarówno wychowującym, jak i wychowywanym (tym ostatnim jeszcze bardziej). Nie trzeba tłumaczyć, że dorośli wypadali w roli „kumpli” śmiesznie, niekiedy wręcz żenująco. W ogóle kumplostwo jako takie ma w sobie coś wulgarnego i prymitywnego. Nawet w stosunkach między dorosłymi już dziećmi i ich rodzicami, przy bardzo silnym zżyciu, doskonałym wzajemnym zrozumieniu i dużej swobodzie w sposobie bycia są zupełnie nieuchwytne bariery, wynikające z różnicy wieku oraz charakteru łączących więzi. Koncepcja „kumplowskiego” układu stosunków między rodzicami i dziećmi zrodziła się prawdopodobnie z dążenia do zmniejszenia dystansu, do zbliżenia dwóch pokoleń. Ale nie dała ona oczekiwanych rezultatów. Tylko na pozór wszystko było pięknie, nowocześnie, „fajnie”. Z kłopotami i trudnościami mały człowiek zostawał sam („kumple” bardziej nadają się do spędzania paru wolnych godzin, aniżeli do jakiejś poważniejszej rozmowy — tu już szuka się przyjaciół). Przedstawiona koncepcja „unowocześnienia” wychowania w rodzinie poniosła fiasko. Z informacji prasowej dowiedzieliśmy się nie tak dawno (1975 r.) o „powracającej fali” kultu dla dyscypliny jako środka pomocniczego w wychowaniu. W korespondencji z Paryża „Trybuna Ludu” podała, że ten znany od wieków „instrument” wychowawczego oddziaływania cieszy się w społeczeństwie francuskim dużą popularnością. Podobno mieszkańcy mniejszych miast i wsi zakupują rocznie 200 tysięcy tego rodzaju przyrządów. Równocześnie jednak wzrasta we Francji zjawisko szukania pomocy u psychologów, nawet w przypadkach drobnych niepowodzeń czy trudności dziecka. Nasilają się obawy, aby nie wyniosło ono z dzieciństwa urazów itp.1 Z artykułu nie wynika, czy jest mowa o różnych środowiskach społecznych, które stosują odmienne metody wychowawcze, czy o całym społeczeństwie. Toteż nie wiemy, czy we Francji można wyodrębnić dwie różne kategorie dzieci („bite” i „leczone”), czy też te same dzieci poddawane są na przemian dwojakim zabiegom (raz dyscyplina, to znów wizyta u psychologa). Po zapoznaniu się” z treścią takiej notatki rozsądny czytelnik może jedynie stwierdzić z ubolewaniem, że być obecnie dzieckiem, wcale nie jest takie łatwe.
Comments