Nie doceniamy znaczenia wzorów osobowych, tworzonych przez ludzi sytuacji i niekiedy widocznych nawet dla dzieci mechanizmów wzajemnego niszczenia się, zwalczania. Nie zawsze przyczyna tego tkwi w szerszych procesach społecznych, w braku stabilności struktur, których jest się częścią, w trudności przystosowania do nowych sytuacji i towarzyszących im zwiększonych wymagań. W cytowanym artykule („Polityka”) I. Krzemiński rozpatruje zjawisko nieżyczliwości również w kategorii właściwości narodowej, powołując się przy tym na Stanisława Witkiewicza, który w opublikowanych w 1936 r. Nieumytych duszach pisał: „… odznaczają się Polacy wprost mistrzostwem we wzajemnym i niczym nie uzasadnionym okazywaniu pogardy — mówię: okazywaniu, gdyż w 98 proc. nie mają do tego żadnej przyczyny — ani w swej własnej wyższości (bo ta jest na ogół urojona), ani w niższości swego przeciw-wzgardziciela, którego sztucznie się poniża (przeważnie w myślach swych), aby nim skutecznie pogardzać móc. Bo jedynym prawie i niezawodnym środkiem wywyższenia się w sposób nieistotny jest pogarda dla drugich” ł. Doszukiwanie się przyczyn omawianego zjawiska oraz ustalanie jego historycznych uzasadnień nie należy do tematu książki. Interesuje nas przede wszystkim to, co sami możemy wnieść do społecznej rzeczywistości. Tworzymy nie bez trudności nowy porządek społeczny, świat, w którym żyć mają nasze dzieci i my ponosimy odpowiedzialność zarówno za to, co im przekażemy, jak i za ich przygotowanie do współżycia i współdziałania w skali całego narodu, do tworzenia 1 S. Witkiewicz Nieumyte dusze. Warszawa 1975, s. 283. nowych wartości, nowych norm społecznej moralności i obyczajowości. I. Krzemiński zwraca uwagę na fakt o kapitalnym znaczeniu w procesie wychowania młodego pokolenia. Oto fragment wypowiedzi: „Większość naszych zachowań przebiega wedle wzorców, z czego na ogół nie zdajemy sobie sprawy. Od maleńkości jesteśmy przyzwyczajani i uczeni właściwych sposobów zachowania i stają się one dla nas automatycznie oczywiste”. Wyjaśnienia wymaga tu wyraz „właściwych”. Z dalszego toku rozważań wynika, że są one „właściwe” w odczuciu i rozumieniu określonych środowisk i wcale nie muszą być odwzorowaniem zachowań preferowanych jako społecznie korzystne i wartościowe. Autor kończy swój artykuł stwierdzeniem: „Człowiek od małego wyposażony we wzór nieżyczliwego zachowania wobec drugiego człowieka nie będzie w stanie uświadamiać sobie, że ów wpojony wzorzec przeszkadza mu w realizowaniu innych pragnień”. Stanowisko to warto omówić szerzej. Zbyt rzadko wiąże się w praktyce wychowawczej rodziny w sposób prawidłowy kształtowanie postawy dziecka wobec świata, innych ludzi z realizacją jego indywidualnych zamierzeń. Rozpowszechnione jest raczej przekonanie, że aby człowiek mógł do czegoś w życiu dojść, musi być „twardy”, „bezwzględny”, „nieustępliwy” (używamy określeń potocznych zanotowanych w latach 1957— —1966 w trakcie przeprowadzanych z rodzicami wywiadów). Przytoczone określenia korespondują ze znanym powiedzeniem Geothego, że w życiu jest się albo młotem albo kowadłem. Tak alternatywne ujęcie pozycji człowieka w świecie grozi powstawaniem sytuacji zbiorowego zagrożenia. Nie jest to model społeczeństwa zasługujący na lansowanie. W każdym razie nie jest on do pogodzenia z koncepcją społeczeństwa socjalistycznego, którego charakterystykę znajdujemy w Tezach XIII Plenum KC PZPR: „Socjalizm to pierwszy w dziejach ludzkości ustrój, który umożliwia i realizuje harmonijny rozwój materialny i kulturalny społeczeństwa i jednostki, szerokie uczestnictwo w podejmowaniu decyzji społecznych, kształtowanie się nowej kultury i nowej moralności, nowych — opartych na braterstwie i przyjaźni stosunków między narodami i między ludźmi. Przemiany te stwarzają możliwości bardziej wszechstronnego rozwoju osobowości ludzkiej, podnoszenie poziomu socjalistycznego sposobu życia” .
Comments